· Poniedziałek, 23 Październik 2017 ·

Strona główna

::: ARTYKUŁY PRASOWE :::



Podziwiam i szanuję Polaków

Rozmowa z shihan Antonio Pinero (7. dan), prezydentem Europejskiej Organizacji Karate Kyokushinkai


– Wiele osób, z którymi rozmawiałem podczas międzynarodowego obozu w Krakowie, twierdzi, że życzliwość Shihan oraz serdeczność, z jaką odnosi się do otoczenia, są wręcz ujmujące. Skąd taka postawa?

– Lubię z optymizmem odnosić się do świata i ludzi, uśmiechać się do życia. To lepsze niż narzekanie, postawa podejrzliwości i nerwowości. Na do połowy wypełnioną szklankę można spoglądać na dwa sposoby: albo widzieć, że jest w połowie pusta, albo że jest w połowie pełna. Ja wolę cieszyć się tym, że szklanka jest w połowie wypełniona. A skąd bierze się we mnie taka postawa? Trudno powiedzieć. Taki sposób pojmowania rzeczywistości jest mi po prostu bardzo bliski.

– Czy ta postawa bierze się również z filozofii karate?

– Z całą pewnością można tak twierdzić, bo karate to także sposób na życie i realizacja w nim określonych wartości, tych, które zawarte są w Kodeksie Dojo. Jak wiadomo, karate to przede wszystkim praca nad własną osobowością oraz charakterem, nabieranie wewnętrznej siły. Człowiek kroczący drogą karate powinien być uśmiechnięty i życzliwie nastawiony do ludzi. Agresja i zło zawsze mają źródło w ludzkiej słabości. Miłość, przyjaźń, optymizm – te wszystkie wartości są sednem naszego karate.

– Jak długo uprawia Shihan sztukę karate?

– Robię to właściwie przez całe swoje życie, czyli jakieś pięćdziesiąt lat. Przygodę ze sztukami walki rozpoczynałem jednak od judo.

– Podobnie wyglądała samurajska droga shihan Andrzeja Drewniaka, który w judo ma czarny pas.

 

– Wiem o tym. Różnica między mną a shihan Andrzejem polega na tym, że tworzył on karate w znacznie trudniejszych warunkach. W tamtym czasie Polska funkcjonowała przecież w obozie krajów socjalistycznych. Nie mieliście więc takiej swobody działania jak my Hiszpanie. Pamiętam, jak wiele lat temu rozmawiałem z shihan Andrzejem podczas obozu w Holandii. Opowiadał mi o kłopotach, jakie towarzyszą budowaniu ruchu Kyokushin w Polsce. W tamtym czasie trudno było sobie wyobrazić, że polskie karate stanie się znaczące. A jednak siła, upór i wiara shihan Andrzeja sprawiły, że Polacy wspięli się na światowe wyżyny. To była naprawdę trudna praca. Dzisiaj można powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że Polska jest najliczniejszą organizacją Kyokushin na świecie.

– Najliczniejszą w świecie czy Europie?

– Na świecie i w Europie, poza Japonią.  Szczerze tego gratuluję shihan Andrzejowi. Na swoją pozycję pracował ciężko i uczciwie. Niewiele osób może się z nim równać. To prawdziwy samuraj i świetny organizator. Uważam też, że polscy instruktorzy oraz zawodnicy reprezentują poziom prawdziwie perfekcyjny. Wiem, o czym mówię, bo nieraz widziałem walki Polaków na najwyższych rangą imprezach międzynarodowych. Wszyscy możemy się od Was uczyć sposobu działania. Widząc pracę shihan Drewniaka i sportowe sukcesy polskich zawodników, odnoszę się do Polaków z podziwem i szacunkiem.

– Od jakiegoś czasu odnoszę wrażenie, że hegemonia japońskiego karate załamała się. Japończycy przestali być najlepszymi fighterami na świecie. Potęgą w karate stała się Brazylia, Rosja i zachodnia Europa, w czym Polska posiada znaczący udział.

– Takie są fakty i nikogo nie powinno to dziwić. Jesteśmy w stanie organizować równie dobre zawody jak Japończycy, mamy wspaniałych zawodników i trenerów. Perfekcja w takiej czy innej dyscyplinie nie przynależy przecież jednej nacji. Wszystko uzależnione jest od pracy, sprawności działania, nie zaś od rasy, jaką człowiek reprezentuje.

– Japończycy lubią jednak kultywować mit swojej dominacji w sztukach walki. Kiedy Holender Anton Geesing został pierwszym mistrzem świata w judo spoza Japonii, a następnie mistrzem tokijskich igrzysk olimpijskich, mieszkańcy kraju kwitnącej wiśni przeżywali szok. Byli bowiem przekonani, że najlepszymi judokami na świecie są wyłącznie oni.

– Ta sytuacja powtarza się także w karate Kyokushin. Brazylijczycy, a szczególnie zawodnicy europejscy raz po raz udowadniają Japończykom, że nie mają oni monopolu na odnoszenie sukcesów w sztukach walki.

Ale czasami słychać zarzuty, że karatecy spoza Japonii koncentrują się wyłącznie na sporcie.

 – Takie twierdzenia to nonsens. Sukces sportowy w karate bierze się z ogólnej perfekcji zawodnika, z jego siły ducha. Podczas prowadzenia treningów w Krakowie ogromną wagę przykładam zarówno do kihon, kata, jak i kumite, bo wszystkie one stanowią sedno Kyokushin. Ktoś, kto tak nie uważa, nie może podążać do doskonałości w sztukach walki. Poza tym karatecy, którzy startują w turniejach, to zaledwie niewielki procent tych wszystkich, którzy kroczą drogą karate. Weźmy za przykład Polską Organizację Kyokushin Karate. Jej wielkość zasadza się nie na liczbie zawodników, lecz na tych, którzy zakładają kimona jedynie po to, żeby doskonalić swe ciała, umysły i ducha, w myśl idei głoszonych przez sosai Masutatsu Oyamę. Robią to nie po to, żeby zdobywać medale, lecz wyłącznie dla samych siebie. Europejskie karate to także wielki ruch społeczny, którego głównym celem jest krzewienie najważniejszych wartości kulturowych – a przede wszystkim etycznych – jakie zrodziły się na świecie. W tym aspekcie Europa od Japonii w niczym się nie różni.

– Dziękuję za rozmowę.

Wojciech Szczawiński
24.07.2010


[INDEKS ARTYKUŁÓW]



© 1997-2017 Polska Oraganizacja Kyokushin Karate kyokushin, europe, kyokushinkai